Dzieciaki, sport i kasa

Zespół Sportu Młodzieżowego przy mało komu znanym ministerialnym Instytucie Sportu opublikował wyniki współzawodnictwa dzieci i młodzieży za rok 2015. I nastąpiła medialna euforia, bowiem konińskie dzieciaki zdobyły łącznie prawie 914 punktów, plasując nasze miasto na 26 miejscu w Polsce. Abstrahując od tego, że rzeczywiście może to być mniejszy lub większy powód do dumy, rywalizacja dzieci i młodzieży z naszego miasta ma jednak jeszcze swoje drugie dno. A jest ono związane z dotacjami pieniędzy z Urzędu Miejskiego na konińskie kluby sportowe.

Od wielu lat w Koninie, system wynagradzania klubów sportowych w formie dotacji budżetowych opiera się w głównej mierze właśnie na wynikach współzawodnictwa dzieciaków. Oczywiście szkolenie młodzieży to ważny aspekt funkcjonowania sportu w naszym mieście. Jednakże zdaniem wielu obserwatorów, system dotowania klubów oparty w głównej mierze na wynikach współzawodnictwa, nie uwzględniający dostatnio innych czynników klubowych egzystencji, jest po prostu niesprawiedliwy, żeby nie powiedzieć, że faworyzuje wybranych. Mało tego, śmiało można przypuszczać, że doprowadził on do tego, że wykorzystuje się dzieciaków do zdobywania punktów, które później przełożą się na kasę z miasta.

Dlaczego to jest niesprawiedliwe? Otóż wystarczy zobaczyć, kto w Koninie jest głównym beneficjentem takiego rozwiązania. Od lat jest to samo, w rankingach brylują niszowe dyscypliny jak szermierka z KKSzem na czele oraz piłka kobieca z Medykiem w roli głównej. Jak to wygląda? Młodzież wysyłana jest masowo na zawody, w których często nie ma większych konkurentów (z pewnością już nie ma ich w makroregionie), tam łatwo zdobywa liczne nagrody, a dany klub kolekcjonuje punkty, które same przeliczają się na kasę. Na przykład kilka młodych szermierek jedzie na indywidualne zawody pucharowe, gdzie na 8 wszystkich zawodniczek, 4 to reprezentantki KKSzu i przywożą ze sobą miejsca na podium (przykład oparty na faktach). Wszyscy są zadowoleni, klub ma kasę, dzieciaki mają radochę, rodzice są dumni, a miasto zyskuje renomę. I to zamyka gębę wszystkim.

Nikt tylko nie zwraca uwagi na to, że inaczej zdobywa się takie punkty w dyscyplinach niszowych, a inaczej w dyscyplinach, które mają swoje reprezentacje w nawet najmniejszych wioskach na terenie całego kraju. Oczywiście mówimy tu o piłce nożnej męskiej. Górnik od wielu lat jest głównym poszkodowanym tego, że system dotacji z miejskiej kasy bazuje na wynikach rejestrowego współzawodnictwa. Z tym, że szanse Górnika do zdobywania takich punktów są po prostu znikome, porównując je chociażby z KKSzem czy Medykiem. I tym faktem nikt się nigdy nie interesował, a ratusz od lat mógł używać taniego argumentu, że dotując kluby w Koninie, patrzy przede wszystkim na młodzież.

Na koniec standardowo szereg retorycznych pytań. Czy doczekamy się kiedyś w Koninie sprawiedliwego regulaminu przyznawania dotacji miejskich na kluby sportowe? Czy dalej „starymi wyjadaczami” będą szermierze i piłkarki? Czy dzieciaki i ich zawody, zawsze muszą przekładać się na kasę z miasta? Wkrótce nowy podział miejskiej puli na rok 2016. Jak sądzicie, kto znów zgarnie najwięcej?

 

© Stowarzyszenie Sympatyków Konińskiego Górnika 2015 Frontier Theme